Wyszła z domu i szybko pognała na metro w strugach deszczu zakrywając swoje ciemne loki torebką. Jej kroki odbijały się szerokim echem kiedy szła po kafelkach, stukając twardymi podeszwami od swoich kremowych balerinek. Nienawidziła zakładać wysokich obcasów, po których noszeniu dostawała niemiłosiernego bólu nóg. Szybko kupiła bilet i przyspieszyła kroku, na ostatni moment wpadła do niezbyt czystego i nieprzyjemnego transportu do centrum miasta. Ale nie miała wyboru. Nie było jej stać na samochód, ledwo co opłacała mieszkanie razem ze swoim chłopakiem “artystą”, który całe dnie przesiadywał w domu pod pretekstem tworzenia sztuki, choć Emma uważała inaczej. Widziała tylko bohomazy bez ładu i składu, których nawet kiczowata ciotka Ann by nie kupiła. A to już ostateczność. Po kilku minutach żmudnej jazdy z przemoczoną do suchej nitki, lub mniej zmoczoną ludnością Londynu (bo tam ciągle pada według dziadka Leonarda) metro stanęło na przystanku. Dziewczyna wysiadła i natychmiast truchtem podążyła do budynku pracy. Powiesiła swój ulubiony brązowy płaszczyk na wieszaku i usiadła za biurkiem na przeciwko Jaqueline, która jedyne co miała francuskie to imię i ciasteczka. Towarzyszka popijała kawę stukając coś na klawiaturze i patrząc się w monitor. Cholera, pomyslała Emma patrząc na jej odbicie, gdzie włosy były wilgotne i wcale to nie sprzyjało jej fryzurze. Szybko spięła włosy w koka i odpaliła komputer mierząc w tym czasie dokumenty na biurku. Na monitorze wyświetliło się okienko z nowymi mejlami. Reklama, służbowe, służbowe, reklama, reklama, reklama, prywatny. Otworzyła szybko czytając treść. Siostra pisała co u niej i wysłała kilka zdjęć, dziewczyna z uśmiechem odpisała po czym zajęła się usuwaniem elektronicznych ulotek. Jaqueline przyglądała jej się chwilę z nad kubka po czym wróciła do swojego ekranu jedynie wzdychając. Szef wyszedł z biura rzucając dwa spojrzenia na sekretarki następnie zupełnie wychodząc z pomieszczenia. Emma wyjęła orzechy w czekoladzie na biurko i zajęła się czytaniem pisma zostawionego przez kierownika. Nie minęło więcej niż dwie godziny gdy cały plik dokumentów został przestudiowany i poprawiony. Fillamore była dobrą i sumienną pracownicą,lubiła swoją pracę. Spojrzała na zegarek. Jeszcze kilka godzin, powiedziała sobie w myślach. Po upływie godziny miała przerwę na kawę. Wstała od bukowego biurka i podążyła ze swoim ulubionym kubkiem w misie od Matthew, który dostała na
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz